Przygody dobrego wojaka Szwejka w czasie wojny światowej

Czy prowadząc auto wściekasz się na zachowania innych kierowców? Może trafia cię szlag, kiedy tuż po opłaceniu PIT znowu musisz wydać majątek na prywatnego lekarza? Albo kiedy chcesz spokojnie popracować na home-office okazuje się, że pies sąsiadów wyje pod ich nieobecność.
Są takie dni, kiedy musimy wybrać czy jeszcze się wściekać, czy tylko płakać z rozpaczy. Ale jeśli po takim dniu znajdziemy czas dla siebie, zobaczmy jak z małymi i wielkimi absurdami radził sobie prosty Czech – Józef Szwejk. Powieść toczy się na początku ubiegłego stulecia podczas I wojny światowej. Szwejk jest jednym z żołnierzy powołanych do cesarskiego wojska. Tytuł może mylić, bo Szwejk nie zasmakował prawdziwej wojny. Wraz ze swoim oddziałem stara się dojechać na front. Wobec skostniałych struktur armijnych, gdzie absurd goni absurd, przy dowódcach, których niekompetencja ma rozmiary oceanu, nigdy nie będzie mu to dane. Czas spędza więc na radzeniu sobie z systemem, który jest w takim samym stopniu śmieszny jak zabójczy. Żeby przetrwać należy po prostu być Szwejkiem. Nasz bohater mógł być pierwowzorem dla Sokolego Oka z serialu M*A*S*H. Albo dla „Kolesia” z filmu Big Lebowski. Ale to tylko skojarzenia, bo Szwejkowe rozumienie świata jest niepodrabialne. Podczas nudnych dni spędzonych w wojskowych aresztach, albo tych lepszych, wśród kolegów i przy odrobinie alkoholu, Szwejk wspomina świat z cywila. Te wspomnienia pokazują ludzi żyjących chwilą. Nic w tym złego, tyle, że mimo ich starań …przybliżała się ku Europie prawda, że dzień jutrzejszy zniweczy plany teraźniejszości.
Jak widać cytaty z powieści się nie zestarzały: Każdy tam mógł wygadywać, co mu ślina na język przyniosła, jakby był w parlamencie. … Zaprzyjaźnia się z każdym, jak pijany radny miejski… Powiedział mi mój adwokat, że jeśli raz zostałem uznany za słabego na umyśle, to powinienem mieć z tego korzyść na całe życie.
W cesarskiej armii służyło 9 milionów poborowych. Oprócz Austriaków, prawie 4 mln Węgrów Czechów, Polaków, Rusinów; Ukraińcy, Chorwaci, Bośniacy, Słowacy, Słoweńcy… Szwejk był jeden, ale przecież jego popularność jest dowodem na to, że jego życiowa filozofia była wspólna dla ludzi różnych narodów. Bo, przecież tak samo reagujemy, na skostniałych biurokratów, tępych przełożonych, ludzi na wysokich stanowiskach, piastujących je tak długo, że brak poparcia dla swoich pomysłów są wstanie wytłumaczyć jedynie idiotyzmem oponentów. Czasem wobec nich, musimy przyjąć postawę Szwejka, dlatego warto ją znać.
Na tą powieść, warto wygospodarować czas. Żeby czytać ją powoli, odkrywać swoje własne bon-moty. Czcionka jest mała, wydanie skromne, bez przypisów, które przydałyby się wobec licznych zwrotów w języku niemieckim. Ale cena i poręczny rozmiar tego wydania są adekwatne do jego niedoskonałości.
Historia Szwejka kończy się w pół zdania. Tak jak żołnierski los przerwany przez śmierć. Autor Jaroslav Hasek zmarł w wieku 40 lat nigdy nie kończąc powieści. Ale jego bohater pozostał. Wciąż pomaga nam zmagać się z pewną kastą ludzi. Była to osobliwa kasta. Ich egoizm nie miał granic.
Autor: Jaroslav Hasek
Przekład: Paweł Hulka-Laskowski
Wydawnictwo Vis-a-vis
Kraków 2025 oprawa miękka, stron 466