Pekin Szanta

To jest historia z lat siedemdziesiątych
matki naszych kobiet były wtedy młode 
gdy najpiękniejszy w świecie drobnicowiec 
wyruszał z portu w kolejny rejs handlowy. 
Powstał w Stoczni Gdańskiej i mówili nawet,
że sam Wielki Elektryk montował na nim kable.  
Przy chrzcie otrzymał piękne imię „Pekin” 
więc mórz azjatyckich był stałym bywalcem.

Szkwały się bały tak dzielny był to statek,
bo w każdy tajfun wchodził jak nóż w masło.
W oku cyklonu tańczył z morską francą, 
a w portach marynarze wpadali w oko pannom.  

A pod pokładem głęboko w maszynowni 
ogromny motor kręcił śrubą w morzu
i mocą wszystkich ośmiu tysięcy koni  
przenosił „Pekin” na drugą stronę globu. 
Główny Mechanik jak matka troskliwy 
nawet przez sen słyszał tłoków bicie, 
paść mogło wszystko, ale silnik statku
na każdym rejsie miał się znakomicie.  
Szkwały się bały…

W latach świetności handlowej polskiej floty 
królem szos był „maluch” zwany polskim fiatem 
dynamiczny silnik, przestronny i dwudrzwiowy 
wprost dla „driverów” z zacięciem sportowym.  
Na długim rejsie czas ciągnie się leniwie,    
nuda jest jak flauta, sztil lub cisza morska.

Główny Mechanik znalazł na nią sposób 
Przemycił na pokład fiacika do remontu. 
Szkwały się bały…

W porcie w Bangkoku na pokład przyjęto  
Więcej niż setkę krów, samic bawołu,  
nikt nie chce mówić, bo rzecz jest tajemna
co się zdarzyło w drodze do Hongkongu.   
Są jakieś plotki rzucane ukradkiem 
w portowych knajpach gdzieś na Hongkong Island,   
w każdym razie coś stało się z końmi 
tymi co napędzały silnik w maszynowni. 
Szkwały się bały…

Nie takie rzeczy dzieją się podczas rejsów 
każdy kto żeglował nie wszystko chce pamiętać, 
jednak dla statku był to pewien problem, 
bo nie da się płynąć gdy nie ma napędu. 
Główny Mechanik jak zwykle nie zawiódł 
choć trzeba przyznać długo nad tym myślał
i w końcu „Pekin” ruszył w dalszą podróż   
z mocnym napędem z silnika „maluszka”
Szkwały się bały…