Na targu niewolników
III Rzeszy

Sądząc po fotografii na okładce i blurbie, spodziewałem się historii rodzinnej z czasów drugiej wojny światowej. Jedną z ośmiu milionów historii, bo szacuje się, że tyle osób z podbitej Europy, zostało zmuszonych do pracy w Niemczech.

Okazało się, że oprócz wspomnień jest to moralitet opisujący walkę dobra ze złem. Po jednej stronie stali niemieccy rolnicy, urzędnicy, fabrykanci, przekonani, że im należy się więcej, że są mądrzejsi od innych, odmawiający innym jakiejkolwiek racji i praw. Po drugiej, ludzie różnych narodowości, kultur, wyrwani ze swoich domów, oddzieleni od bliskich, po selekcji oddzielającej starców, chorych, dzieci od tych członków ich rodzin, którzy byli zdrowi, silni i nadawali się do pracy. Jedyną własnością jaką im pozostała była wolna dusza oraz niezależność myśli i ocen. Gra szła o to, by te dusze im zabrać. Sprowadzić ich do roli zwierząt, jucznych, albo pociągowych, zdolnych do pracy w trudnych warunkach, karmionych byle czym i łatwych do wymiany na nowe. Bohater powieści miał pięć lat kiedy z rodzicami, siostrą i ciocią trafił do wsi w niemieckim Schwarzwaldzie. W rozmowie z córką (autorką) niezwykle celnie komentuje zdarzenia, których był świadkiem. Jest w nim mądrość człowieka, który wie że życie jest cudem, a życiowe sprawy mogą iść dobrze lub źle. Przypomina w tym Szymona Pietruszkę, bohatera „Kamienia na Kamieniu” Myśliwskiego. Tak samo oszczędny w ocenach, sądach. Wiedzący, że nie wszystko co ludzkie, da się zrozumieć. 

Bo jak pojąć, że został wraz z rodzicami kupiony przez niemieckiego rolnika. Że wcześniej jego ojciec wręczył swoje ślubne obrączki niemieckiemu strażnikowi by uratować go i siostrę od przymusowej adopcji. I zrozumieć, że strażnik to był dobry człowiek, bo gdyby był zły zabrałby złoto i nie dotrzymał słowa.

Jak zrozumieć głód, mieszkając w chlewiku, kiedy z okien domu gospodarza dobiega cię zapach wspaniałego jedzenia. Jak słuchać płaczu matki i patrzeć na bezsilny gniew ojca, który nie może obronić syna przed niezasłużonym biciem. I nie zgubić naszywki z literką P, za które każdy przymusowy robotnik musiał zapłacić. Nosić łachmany, zamiast ubrań i podziwiać wspaniałą odzież Niemców, którzy otrzymywali ją wprost z obozów koncentracyjnych. A kiedy wojna miała się ku końcowi, trzeba było jeszcze przeżyć próbę unicestwienia jaką urządzili swoim niewolnikom przedstawiciele rasy panów. W setkach tysięcy przypadków skutecznie.

Jest w tej opowieści opisany z wrażliwością wątek rozumienia świata przez głuchoniemą bohaterkę. Są epizody pokazujące swoisty rodzaj syndromu sztokholmskiego. Są świetne przypisy wyjaśniające kontekst historyczny, opisujące ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie i sposób organizacji procederu przymusowej pracy nadające im wymiar przedsięwzięcia biznesowego. Bo dla ówczesnych Niemców był to po prostu biznes. Minęło zaledwie osiemdziesiąt lat. Nie można o tym milczeć. I wcale nie chodzi o reparacje. Bo moralitet jest pouczeniem, że pewnych grzechów nie da się naprawić. Do zbawienia prowadzi jedynie skrucha. 

Autorka: Anna Augustyniak
Wydawnictwo Świat Książki