Była raz wojna;
Bomby poszły

Wydawca w jednym tomie zamieścił dwa osobne dzieła znanego amerykańskiego autora. Bomby poszły to powieść napisana w stylu reportażu. Autor prace nad nią rozpoczął zaraz po Pearl Harbour, wspierając rząd, który usilnie przekonywał Amerykanów, że przystąpienie USA do wojny jest zasadne. To widać, bo w tej powieści literatura przegrała z mocnym „poczuciem słuszności” autora. Mimo tego, książka jest kopalnią wiedzy dla fanów lotnictwa bombowego z czasów II WŚ. 

Ale ja chciałem przeczytać przede wszystkim reportaże z Anglii, Afryki i Włoch wydane pod tytułem Była raz wojna. Steinbeck napisał je w 1943 roku na zamówienie amerykańskiej prasy. Był rasowym korespondentem wojennym. Od pierwszych zdań każdego reportażu czuć, że to prawdziwa historia. Bez upiększeń. Steinbeck pisał o wojnie takiej jaką widział na własne oczy. I wiecie co? Nie umiem opisać swoich odczuć po ich przeczytaniu. Zrobiło mi się żal? Miałem poczucie niesprawiedliwości? Zazdrości? A może niższości?

Wojna Zachodu była inna niż ta w Europie Wschodniej. W bombardowanym Londynie czy Dover, runęła niejedna kamienica i zginęło wielu mieszkańców. Ale przecież obok, działały kawiarnie i restauracje, ogrodnicy hodowali róże, a ruchem na ulicach kierowali policjanci ułatwiając dojazd straży pożarnej. A ja, czytając, myślałem o startej z ziemi Warszawie, Kijowie, Charkowie, w końcu o Dreźnie, Hamburgu i Hiroszimie. W angielskich miastach żywność była racjonowana. Pomarańcze dostawały wyłącznie dzieci. Tak…, a w okupowanej Polsce ktoś wymyślił marmoladę z brukwi. W sumie to obierzyn brukwi. Czarne, śmierdzące, zawsze nadpsute, smarowidło do chleba.  

Podczas wojny na zachodzie poddanie się, oznaczało uratowanie życia, a jeśli wróg miał przewagę nie stanowiło ujmy na honorze… Nikogo też nie zdziwiło kiedy Lilli Marlen, ulubiona piosenka niemieckich żołnierzy, została przebojem alianckich wojsk w Afryce.

Steinbeck opisuje gruntownie wykształconych oficerów, dla których celem było zachowanie życia podwładnych. Polska też takich miała. Zginęli w katyńskim lesie. A dla tych co zajęli ich miejsce, celem było zabijanie wroga za wszelką cenę.

Autor dostrzegł udział w wojnie naszych żołnierzy. Kiedy flotylla angielskich, polskich i holenderskich kutrów torpedowych ścigała niemiecki pancernik Scharnhorst, ponoć jakiś polski marynarz, stojąc na dziobie kutra, spokojnie strzelał do niemieckiego giganta z karabinu. Polacy są wspaniałymi wojownikami zauważa autor uznając, że taka postawa byłaby absolutnie typowa dla Polaków. Nie wiem co powiedzieć…

To nie jest tak, że wojna zachodu była dla mięczaków. Autor opisuje świetne, odważne akcje komandosów, kreśli sylwetki prawdziwych bohaterów i cierpień zwykłych żołnierzy podczas wielodniowych ostrzałów. Opisuje prawdę, która jest ciekawa, a do tego, bohaterami są niebanalni ludzie, z krwi i kości, których portretuje w mistrzowskim, oszczędnym stylu. Trzeba czytać Steinbecka. Trzeba poznawać Cywilizację Zachodu. Czy jest z nią tak samo, jak z demokracją, w znanym powiedzeniu Churchilla?  

Autor:  John Steinbeck; Przekład: Bronisław Zieliński
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka